/Bernardyni zachęcają do modlitwy ze Św. Szymonem z Lipnicy o ustanie epidemii u Matki Bożej Kalwaryjskiej

Bernardyni zachęcają do modlitwy ze Św. Szymonem z Lipnicy o ustanie epidemii u Matki Bożej Kalwaryjskiej

W związku z wybuchem epidemii koronawirusa O. Konrad Cholewa, kustosz Sanktuarium Kalwaryjskiego zachęca do modlitwy ze Św. Szymonem z Lipnicy o ustanie epidemii u Matki Bożej Kalwaryjskiej.

 

Drodzy Siostry i Bracia.

Od kilku tygodni rozprzestrzenia się w świecie epidemia „koronawirusa”, która dotarła także do naszej Ojczyzny. Zachęcamy wszystkich do modlitwy o ustanie epidemii. Szczególnym patronem na obecny czas szerzenia się choroby niech będzie dla nas św. Szymon z Lipnicy, bernardyn, który w XV wieku pomagał chorym podczas panującej w Krakowie epidemii cholery, udzielając sakramentów i niosąc pociechę. Jego doczesne szczątki spoczywają w kościele oo. Bernardynów na Stradomiu w Krakowie.

W kalwaryjskim sanktuarium modlimy się o ustanie epidemii odmawiając Koronkę do Bożego Miłosierdzia o godz. 15.00, a także Różaniec o godz. 16.30. W czasie Mszy Świętych śpiewamy Suplikacje i modlimy się za wstawiennictwem św. Szymona z Lipnicy, którego relikwie są umieszczone w kaplicy Matki Bożej Kalwaryjskiej. W modlitwie polecamy także chorych i tych, którzy się nimi opiekują.

Zapraszamy do wspólnej modlitwy także za pomocą transmisji internetowej.

o. Konrad Cholewa

kustosz sanktuarium

Modlitwa do św. Szymona z Lipnicy:

Módlmy się: Usłysz z niebios, święty Szymonie, głos do ciebie wołających. Bądź naszym patronem u Boga Najwyższego. Oddalaj od nas nieszczęścia duszy i ciała i uproś nam u Niego, aby prowadził nas swoimi śladami do wiekuistej ojczyzny i abyśmy po śmierci mogli w niebie z tobą i wszystkimi świętymi chwalić Boga w Trójcy Jedynego, któremu niech będzie cześć od wszystkiego stworzenia na wieki wieków. Amen.

Św. Szymonie, patronie chorych w czasie epidemii, módl się za nami.

 

Zachęcamy do zapoznania się z sylwetką

św. Szymona z Lipnicy.

Z życia św. Szymona z Lipnicy

Dobrym wprowadzeniem w aurę świętości i życie św. Szymona z Lipnicy, będą słowa Władysława Vrana zapisane w Egzortach z 1930 roku: „Świetną była ojczyzna nasza w XV wieku, bo była i świętą. Wiara katolicka królowała w umysłach wszystkich i strzeżono jej bardziej, niż jakiegokolwiek innego skarbu. Niedowiarstwo lub obojętność religijna były czemś ohydnem, niesłychanem. Naród przywiązany był do Stolicy św., szanował kapłanów jako pomazańców Bożych, choć o wiele surowiej występowali niż dzisiaj. Nie tylko duchowieństwo ale i władza świecka czuwały nad tem, aby przykazania Boskie i kościelne były zachowane, dzieci religijnie wychowane, aby wszyscy spełniali swoje obowiązki chrześcijańskie. Toteż kwitła pobożność, kwitnęły cnoty, a na tej roli wyrastali jako kwiaty piękne: Święci, tak, iż Polskę „Matką Świętych” nazwano. Dość powiedzieć, że w samym Krakowie żyło wtedy równocześnie sześciu Świętych. Przy kościele św. Anny sławny profesor akademji, który nigdy kłamstwem ani obmową nie splamił ust swoich, św. Jan Kanty. Przy kościele Marjackim Świętosław, przedtem białoskórnik w okolicy Krakowa, potem kapłan i egzekutor testamentów, co lata swoje przeklęczał przed Ukrzyżowanym i ciągłe chował milczenie. Przy kościele św. Marka Michał Giedroyć, syn księcia litewskiego, który mimo wysokiego pochodzenia i wykształcenia tylko posługi braciszka-zakrystiana pokornie sprawował i wreszcie spoczął obok wielkiego ołtarza, jakby dalej jego ochędóstwa i ozdoby pilnował. Poza śródmieściem na Kazimierzu żyło dwóch świętych Krakowian: przy kościele Bożego Ciała kanonik lateraneński Stanisław Kaźmierczyk, za życia i po śmierci wsławiony cudami, które koło jego grobowca na tabliczkach są wymalowane – a przy kościele św. Katarzyny Augustianin Izajasz Boner, starzec wiekiem pochylony; jako za życia nawiedzał grobowce św. Stanisława i św. Salomei, tak przy śmierci nawiedzeniem ich uszczęśliwiony został. Wreszcie przy kościele OO. Bernardynów na Stradomiu ten, przy którym dzisiaj zatrzymać się nam wypada, kaznodzieja katedralny i spowiednik króla Kazimierza Jagiellończyka, błog. Szymon z Lipnicy. Nazwano go w ten sposób dlatego, że ojczyzną jego była Lipnica Murowana, miasteczko w okolicy Bochni; lecz prawie cały żywot spędził w Jagiellonów stolicy. Kraków był mu kolebką życia zakonnego, Kraków głównem polem jego prac kapłańskich, Kraków świadkiem jego nieporównanych cnót i zasług, Kraków wreszcie dał mu miejsce na grób chwalebny”.

W naszym pochyleniu się nad życiem i cnotami św. Szymona bardzo trafne są także myśli o. Florentyna Piwosza, które umieścił w jednym z rozważań w książce Rozważania na tle życia bł. Szymona z Lipnicy w przededniu jego kanonizacji: „Minęło już pięć wieków od śmierci Szymona. W międzyczasie mijały ludzkie pokolenia. Świat się zmieniał. Można się dzisiaj spotkać z takimi opiniami, że sprawa bł. Szymona już dawno się przedawniła. Nawet jeżeli nieszczęśliwy splot okoliczności spowodował tak znaczne opóźnienie kanonizacji, to dzisiaj nie ma już ona większego znaczenia. Wolimy – powiadają niektórzy – wynoszenie na ołtarze ludzi czasowo nam bliższych. Oni, ponieważ żyli w warunkach podobnych do naszych, będą dla nas lepszym wzorem do naśladowania. Bardziej będziemy odczuwać ich obecność wśród nas”. Z jednej strony jest to racja, bo postać św. Szymona jest historycznie odległa, ale jest przecież w historyczności człowieka jakaś stała natura, wartości ponadczasowe, które niezależnie od epoki są niezmienne. Człowiek każdej epoki tęskni za ideałem, za dobrem, za bezinteresowną wiarą, miłością, ceni poświęcenie. Tak samo jak kiedyś: „ludzie mieli swoje problemy społeczne i osobiste. Byli wśród nich prawi i grzesznicy. Byli wysoce uzdolnieni i byli chorzy. Byli szczęśliwi i nieszczęśliwi”, tak też jest i dziś. „Dróg do Pana Boga może być wiele, ale Pan Bóg jest jeden. Dróg do świętości może być wiele, ale cel świętości jest zawsze ten sam – spotkać się z Bogiem i osiągnąć zbawienie”.

Zarówno święci z dawnej, jak i najnowszej historii, pouczają i umacniają, zastanawiają i podnoszą na duchu, uwrażliwiają na ludzką biedę. I w taki sposób trzeba nam patrzeć na odległego w historii, ale bliskiego w gorliwości o Boże sprawy Szymona z Lipnicy.

Szymon urodził się w Lipnicy koło Bochni w ówczesnym województwie krakowskim około 1438 r., w ubogiej rodzinie, jako syn Grzegorza i Anny. Najwcześniejsze źródła historyczne nie podają żadnych informacji o latach dzieciństwa Szymona. Znane biografie jego osoby, począwszy od XVII-wiecznych, zaznaczają jednak, że był on w dzieciństwie bardzo pobożny i odznaczał się pragnieniem zdobywania wiedzy. I to zapewne sprawiło, że zapisał się, po ukończeniu szkoły parafialnej i nieznanego bliżej studium przygotowawczego z zakresu szkoły średniej, na Wydział Artium Akademii Krakowskiej w roku 1454, składającą tylko jeden grosz wpisowego. Tak niskie wpisowe świadczy, iż jego rodzice należeli raczej do biedoty. Cała taksa wpisowego uiszczana przez zamożniejszych studentów wynosiła wówczas 6 groszy. Rodzina Szymona nie była jednak najbiedniejsza, gdyż najbiedniejsi byli zwalniani z wpłaty wpisowego. Rok wpisu Szymona na Akademię Krakowską był także rokiem, w którym przeniósł się on z rodzinnej miejscowości do Krakowa. Biografowie świętego Szymona z wieku XVII podkreślają jego umiłowanie pobożności i nauki w okresie studiów akademickich. W 1457 r. ukończył fakultet sztuk wyzwolonych. Miał wówczas do wyboru dalsze studia lub pracę nauczycielską w szkolnictwie parafialnym. Wybrał jednak inną możliwość, mianowicie życie klasztorne w nowo założonym konwencie Braci Mniejszych św. Franciszka z Asyżu pod Wawelem, nazwanym od tytułu kościoła św. Bernardyna ze Sieny – konwentem bernardynów.

Biografowie wskazują na bezpośredni wpływ kazań Jana Kapistrana na decyzję Szymona. Przyjmuje się jednak, że wstąpił do bernardynów dopiero około 1457 r., wraz z dziesięcioma innymi kolegami z czasu studiów. Bernardyni mieli już wtedy, oprócz pierwszego krakowskiego konwentu, założonego przez Jana Kapistrana w 1453 r., konwenty w Warszawie, Poznaniu, Kościanie i Wschowie.

Po wstąpieniu do zakonu Szymon odbył roczny nowicjat pod kierunkiem Krzysztofa z Varisio – włoskiego brata mniejszego, towarzysza św. Jana Kapistrana. Następnie po rocznym nowicjacie Szymon złożył profesję zakonną i studiował teologię w ramach przygotowania do święceń kapłańskich. O dobrym wykształceniu teologicznym Szymona świadczy jego kaznodziejstwo, wychwalane przez hagiografów, jako odznaczające się wysokim poziomem w tym zakresie. Szymon przyjął święcenia kapłańskie około 1462 r., a z całą pewnością przed rokiem 1465, gdyż w tymże roku widzimy go już na stanowisku gwardiana w Tarnowie, a w latach następnych (1467) na stanowisku kaznodziei w Krakowie na Stradomiu. Oprócz prac kaznodziejskich zajmował się też jako skryptor przepisywaniem dzieł teologicznych na potrzeby kaznodziejstwa.

Św. Szymon w stylu swojego kaznodziejstwa, a nawet w modulacji głosu, jak również w stosowaniu zwrotów modlitewnych w trakcie kazań, naśladował św. Bernardyna ze Sieny i św. Jana Kapistrana, którego słyszał w młodości jako student Akademii Krakowskiej. Był to znany we Włoszech, stosowany m.in. przez św. Bernardyna ze Sieny i jego ucznia Jana Kapistrana sposób, polegający na wtrącaniu do treści wygłaszanego kazania okrzyku: “Jezus, Jezus, Jezus!”, a wierni włączali się odpowiadając tak samo. Tego rodzaju praktyka stosowana przez Szymona naraziła go na zarzuty ze strony kapituły katedralnej krakowskiej, że nadużywa imienia “Jezus”. Szymon potrafił wobec kapituły obronić swoje stanowisko i został zwolniony z wszelkich oskarżeń. Co więcej, został w późniejszym czasie, jako pierwszy wśród bernardynów, kaznodzieją katedralnym. Miał być również spowiednikiem króla Kazimierza Jagiellończyka.

Nic nie wskazuje również na to, że św. Szymon był przełożonym konwentu krakowskiego, jak to sugeruje o. Czesław Bogdalski, ale wiadomo, iż w 1476 r. został wybrany członkiem zarządu konwentu krakowskiego, jako przedstawiciel na kapitułę generalną Zakonu Braci Mniejszych, która zebrała się w 1478 r. w Pawii.

Szymon jako komisarz Prowincji zakonnej wizytował klasztory bernardyńskie, a w tym klasztor św. Anny w Warszawie, w którym poddał próbie tamtejszych nowicjuszy, mianowicie ich posłuszeństwo i przywiązanie do zakonu. Stąd w ikonografii ukazuje się św. Szymona jako tego, który przy pracy z nowicjuszami w ogrodzie nakazał im sadzenie drzewek korzeniami do góry oraz stąpanie bosymi nogami po rozżarzonych węglach.

W roku 1482, a więc tuż przed swoją śmiercią, został Szymon wybrany w krakowskim konwencie dyskretem, mającym reprezentować konwent krakowski na kapitule prowincjalnej w Kole n. Wartą. Nie zdążył jednak wziąć udziału w tej kapitule, gdyż w Krakowie wybuchła w tym właśnie roku zaraza, której padł ofiarą wraz z 25-ma innymi zakonnikami z klasztoru św. Bernardyna. Zaraził się podczas wyszukiwania chorych w ich domach i niesienia im pomocy. Ostatni okres jego życia pięknie opisano w życiorysie na kanonizację Szymona (2007 r.): „Miłość Szymona do braci ujawniła się w nadzwyczajny sposób w ostatnim roku jego życia, gdy w Krakowie wybuchła epidemia cholery. Od lipca 1482 do 6 stycznia 1483 roku miasto było dotknięte plagą tej choroby. W powszechnym opuszczeniu, franciszkanie z klasztoru św. Bernardyna niestrudzenie otaczali opieką chorych, jak prawdziwi aniołowie pocieszenia. O. Szymon uznał, że to jest “czas sposobny” na świadczenie miłości i na dopełnienie ofiary ze swego życia. Docierał wszędzie, pocieszając, niosąc pomoc, udzielając sakramentów i głosząc pokrzepiające Słowo Boże umierającym. Szybko sam się zaraził. Znosił z nadzwyczajną cierpliwością cierpienia choroby, a będąc blisko końca swego życia, wyraził pragnienie, by go pochowano pod progiem kościoła, aby wszyscy po nim deptali. W szóstym dniu choroby, 18 lipca 1482, nie bojąc się śmierci, z oczyma utkwionymi w Krzyżu, oddał ducha Bogu”. Ze względu na warunki powszechnego zagrożenia podczas szerzącej się epidemii w mieście i konwencie św. Bernardyna, Szymon został pochowany w tym samym dniu, w kilka godzin po swojej śmierci, w kościele klasztornym pod wielkim ołtarzem.

Zakończeniem tego rozważania poświęconego życiu św. Szymona, niech będzie opis czasu jego choroby, przekazany nam przez o. Czesława Bogdalskiego: „Ten, który był dotąd jego (Zakonu) wielką chlubą, pierwszym zaszczytem, prawdziwym klejnotem w koronie braci, – ten na którym tyle budowano i tak wiele na przyszłość liczono, to jest Szymon z Lipnicy, wrócił pewnego dnia do klasztoru ze swej samarytańskiej wycieczki ze zaraźliwym wrzodem na łopatce. Na braci u św. Bernardyna padła straszna groza i ból dojmujący. Rzucono się natychmiast do ratunku, ale zaraza jakby sobie kpiła z tych usiłowań, coraz bardziej zmagała Szymona. Zakonnicy z przerażenia prawie tracili głowy, lecz Szymon sam dziwnie był spokojny. Z jakąś jakby słodyczą patrzył na tę ranę swoją. Czyż jej nie nabył z miłości ku Bogu i ludziom? Jeśli co było dlań troską, – to nie zbliżająca się śmierć, o której wierzył, że mu otworzy wrota do szczęścia i chwały. Jego troską był ciężki smutek otaczających go braci zakonnych, – troską jego było, że już wkrótce zakonowi służyć ustanie, – że nie wykona tych zleceń, które mu jako swemu dyskretowi dał klasztor krakowski na kapitułę w Kole, więc nie spełni tych nadziei, jakie w nim ufność braci złożyła. To go więcej trapiło niż rana zabójcza”.

Duchowość św. Szymona z Lipnicy

Drugą część rozważań o świętości Szymona z Lipnicy warto rozpocząć również opisem ks. Władysława Vrana umieszczonym w Egzortach cytowanych w części poświęconej życiu Szymona: „Był to bowiem kaznodzieja zawołany i mistrz życia duchownego niezrównany. Tysiące gromadziły się pod jego kazalnicą, a on wstrząsał sercami i zapalał miłością Imienia Jezusowego, tłumy cisnęły się do jego konfesjonału, by nie tylko usłyszeć słowo rozgrzeszenia, ale otrzymać skuteczną radę i zachętę do naprawy żywota. Sława jego rosła każdy dzień, wszyscy pragnęli go poznać, do niego się zbliżyć i bodaj parę słów z nim zamienić. Te jednak nagabywania zabierały mu wszystek czas i wyprowadzały go ciągle ze świętego skupienia, dlatego uczynił krok stanowczy: uwolnił się u przełożonych od obowiązku spowiadania, a z ambony zapowiedział, by nie udawano się do niego z żadnemi poradami duchownemi, bo od tego są spowiednicy. Nie ze wszystkiem jednak to mu się udawało. Pewnego dnia przyszła do furty klasztornej niejaka pani Pędziczewska, osoba zacna urodzeniem a przy tym dobrodziejka zakonu, i dopraszała się o chwilę rozmowy z o. Szymonem. Miała niby ważną sprawę do niego, a właściwie była to tylko ciekawość kobieca, by poznać bliżej tego, o którym tyle z podziwem opowiadano. Snać domyślał się tego o. Szymon, bo gdy przyszedł do rozmównicy, nie odsunął zasłony na kracie tylko z poza niej zapytał, czego sobie ta pani życzy. „I jakże mam z ojcem mówić, kiedy go nie widzę”, rzekła mieszczanka. „Do mówienia dał Pan Bóg usta, nie oczy – odpowiedział grzecznie lecz stanowczo sługa Boży – widok mój nie jest potrzebny”. I pochwaliwszy Imię Boże skierował się ku wyjściu. Zadrasnęło to próżną niewiastę i za odchodzącym w głos zawołała: „Proszę, proszę, inni możni i bogaci mają sobie za zaszczyt, gdy z nimi rozmawiam, a ojciec nie raczyłeś nawet się pokazać”. Lecz Szymon już wyszedł. Dowód to, jak dalekim był od wszelkiej próżności, jak wytrwałym w tem, co raz uznał za dobre. Źle byśmy jednak z tego zdarzenia sądzili, że twardym był dla drugich i nieskorym do usługi; przeciwnie, miał serce czułe na ludzką nędzę i wylany był na uczynki miłosierne”.

Aby odkryć i zrozumieć duchowość św. Szymona z Lipnicy trzeba najpierw spojrzeć na jej uwarunkowania, na to wszystko co mogło kształtować i formować jego serce od najmłodszych lat, czyli tzw. środowisko zewnętrzne.

Pierwszym elementem kształtowania duchowości Szymona była epoka, w której żył. Wiek XV w Polsce był okresem, w którym utrzymywały się jeszcze zasadnicze rysy średniowiecza. Średniowiecze stwarzało pewien idealny wzór człowieka doskonałego. Dla człowieka średniowiecza to co ziemskie było marne, znikome, przejściowe. Ideałem była świętość pojmowana jako całkowite przezwyciężanie doczesności, a zdobycie przez to wieczności. Ideałem wieków średnich był asceta – człowiek całkowicie wolny od wszystkiego co ziemskie. Tę wolność zdobywał człowiek przez umartwienie, przezwyciężanie siebie. W życiorysie Szymona z Lipnicy, autorstwa ojca R. Gustawa i ojca K. Grudzińskiego czytamy: „Św. Szymon był typem świętego średniowiecza. Należał on do tej epoki nie tylko z racji swego życia w tym czasie. Co ważniejsze, św. Szymon należał do średniowiecza z ducha. Wypełnił też najdoskonalej ideały, jakie średniowiecze łączyło z pojęciem świętości. Były to ideały bardzo surowe. Podstawą świętości średniowiecznej było zrozumienie zasadniczych przeciwieństw: Bóg – świat, wewnętrzność – zewnętrzność, nadprzyrodzoność – przyrodzoność. Święty miał być człowiekiem, który zrozumiał doskonale całkowite i bezwzględne wyłączanie się tych przeciwieństw. Święty jest ten, kto zdecydowanie stanął po stronie Boga, życia wewnętrznego i nadprzyrodzonego, usuwając się od świata, życia zewnętrznego, życia przyrodzonego”.

Drugim elementem było środowisko rodzinne, w którym wzrastał Szymon i środowisko krakowskie, w którym kształcił swój intelekt. Rodzice byli ludźmi prostymi, ale bardzo pobożnymi – podają źródła. Dzięki domowi wzrastał Szymon w atmosferze religijnej. Z Lipnicy przenosi się do Krakowa. Dlatego ważne jest również w kształtowaniu jego duchowości środowisko krakowskie i religijna atmosfera Akademii Krakowskiej. Akademia była ośrodkiem zamkniętym, rządzącym się własnymi prawami. Miała twarde przepisy. Myśl scholastyczna, która panowała w Akademii stwarzała ideał człowieka prawdziwie mądrego – zajętego nauką, z intencją służenia w niej Bogu. Człowiek nauki szukać miał tylko mądrości, a nie rozgłosu i zysku, dlatego miał być człowiekiem pokornym. Akademia była dla Szymona szkołą systematycznej pracy. Należy przypomnieć także, o czym już była mowa w pierwszej części, o całym środowisku krakowskim XV wieku. Kraków przeżywał swój „wiek szczęśliwy”, żyli w nim i działali równocześnie wielcy i święci mężowie. To wszystko oddziaływało na młodego studenta Akademii Szymona z Lipnicy.

Obok uwarunkowań zewnętrznych, na kształtowanie duchowości Szymona miało również wpływ jego usposobienie wewnętrzne, czyli cechy charakteru Szymona. Zasadniczą właściwością charakteru Szymona było, jak podają biografowie, skupienie i umiłowanie samotności. Od dzieciństwa i w młodości, kochał samotność. To było w nim silniejsze niż naturalna w tym wieku u dzieci chęć zabawy i towarzystwa. Szymon miał swój własny wewnętrzny świat. To nie była ucieczka od świata zewnętrznego, ale jego naturalne środowisko duchowe. Kochał skupienie i samotność. Bardzo dobitnie charakteryzuje św. Szymona także stałość. Nie ma w nim – jak wynika ze źródeł – skłonności do przechodzenia od uczucia do uczucia, od sprawy do sprawy. Tego, co raz z rozmysłem uznał za słuszne, nie potrafił porzucić – podaje jedno z opracowań jego żywota. Innym rysem charakteru Szymona była powaga. Poważne podchodzenie do wszelkich spraw przejawiało się bardzo wyraźnie w sposobie podejścia do zadań, jakie sobie bądź sam wyznaczył, bądź też spełniał z woli przełożonych. Pracował wytrwale i cierpliwie. Obowiązki wypełniał sumiennie, a nawet pedantycznie. Poważnie traktował naukę od najmłodszych lat. Aby uniknąć wątpliwości, czy owa powaga nie była sprzeczna z charakteryzującą franciszkanów radością, należy zacytować dzieło wspomnianych już ojców Gustawa i Grudzińskiego: „Jakkolwiek wielka powaga towarzysząca bł. Szymonowi w całym jego życiu wydaje się być najistotniej związana z jego osobowością, a także epoką, w jakiej żył, to jednak w opisach biografów bywa ona zbyt przejaskrawiona. Trudno przypuścić, by bł. Szymon był aż tak poważny, że nigdy uśmiech nie rozjaśnił jego twarzy ani słowo żartobliwe nie ukazało serca wesołego, jakim jest zawsze serce człowieka miłującego Boga. Taki stan rzeczy wydaje się nadto sprzeczny z pobożnością typu franciszkańskiego, jaką bł. Szymon bez wątpienia w sobie rozwijał. […] Bł. Szymon był radosny w duchu”. Dalszą cechą w życiu Szymona była surowość. Był surowy dla siebie i dla innych. Wypływało to z pewnością nie tylko z jego natury, ale także z uwarunkowań średniowiecza (ideał surowego życia w średniowieczu). Wreszcie ważnym rysem charakteru Szymona była naturalna pobożność, niejako wrodzona u niego – jak piszą biografowie. Pobożność ta rozwijała się u niego w wieku młodzieńczym i później w zakonie.

Przechodząc do okresu po wstąpieniu przez św. Szymona do Zakonu Braci Mniejszych Obserwantów należy stwierdzić, iż jego duchowość była duchowością zakonną noszącą na sobie rysy duchowości średniowiecznej realizowanej w zakonie franciszkańskim w Polsce, w Krakowie. W książce Gustawa i Grudzińskiego czytamy: „Św. Szymon reprezentuje typ świętości zakonnej, w szczególnej odmianie franciszkańskiej. Świętość typu franciszkańskiego wyznaczają z jednej strony ideały, jakie wysunął i realizował w swoim życiu św. Franciszek, z drugiej zaś Reguła Braci Mniejszych”. Św. Szymon był również kapłanem. Jego duchowość otrzyma w związku z tym rysy egzystencji kapłańskiej naznaczonej celebracją sakramentów i głoszeniem Słowa Bożego.

Zasadnicze rysy duchowości św. Szymona widzimy w trzech odniesieniach: w odniesieniu do Boga, otoczenia i siebie samego.

  • Jeśli mówimy o odniesieniu Szymona do Boga trzeba podkreślić, iż Szymon z Lipnicy zostaje ogłoszony świętym Kościoła Katolickiego nie dlatego, że posiadał teologiczne wykształcenie, kształcił się na Uniwersytecie Krakowskim i był dobrym kaznodzieją. Jak słusznie zauważa o. Florentyn Piwosz, w tych działaniach byli lepsi za jego czasów, a jednak o nich się dzisiaj nie mówi. Jest święty dlatego, że był zjednoczony z Bogiem oraz że wszystko co robił, było zakotwiczone w Bogu i ku Niemu skierowane. U podstaw wszelkich jego działań była Boża miłość, która osiągnęła stopień heroiczny: unikanie za wszelką cenę grzechu, nawet lekkiego; pełnienie woli Bożej; męstwo i gotowość cierpienia, a nawet poniesienia śmierci dla Chrystusa; umiłowanie modlitwy; sposób przepowiadania Słowa Bożego; szerzenie chwały Bożej.

  • W odniesieniu św. Szymona do bliźnich: „Z całym przekonaniem możemy stwierdzić – czytamy w Positio – że bł. Szymon przez okres całego swojego życia praktykował miłość bliźniego, nie z jakiegoś ludzkiego powodu, ale dla Boga”. Zasadniczymi przejawami tej miłości były: wytrwałość w pracy dla zbawienia dusz; staranie o zgodę wśród braci, unikał nawet drobnych napięć; w życiu wspólnotowym przyjmowanie na siebie ciężaru innych; dawał wszystkim zbawienne rady. Trzeba podkreślić heroiczną służbę dla bliźnich w czasie panowania zarazy w Krakowie i wielkie poświęcenie Szymona.

  • W podejściu do samego siebie widzimy u Szymona nadwyżki ascezy, umartwienia, modlitwy… Wszystko, aby bardziej skupić się na Bogu, aby rozwinęły się w Szymonie cnoty: roztropności, sprawiedliwości, umiarkowania, męstwa, posłuszeństwa, ubóstwa, czystości, a w końcu heroicznej pokory.

Zakończmy nasze rozważania słowami cytowanego już ks. Vrana: „A za temi dawnemi pokoleniami i my garnijmy się do naszych Patronów: do ich grobowców, kaplic, relikwij, obrazów, których mamy tyle w naszym mieście Krakowie. Byłoby to bowiem smutnem, gdyby ci, co za życia ziemskiego byli takiem uwielbieniem otaczani, byli zapomnianymi teraz, gdy na większą jeszcze cześć zasługują. Lecz nie zapominajmy, że cześć im oddawana polega głównie na tem, by stawiać sobie na oczy ich przykłady, naśladować ich cnoty. Widzieliśmy, jakie to były cnoty u bł. Szymona: jak gorliwym był o chwałę Bożą, jak surowym dla siebie, jak wylanym na miłosierne uczynki, że aż życiem to przypłacił. Od nas Bóg nie żąda takiego heroizmu; dość, byśmy spełnili to, co w przykazaniach Boskich powiedziane – i to umartwienie sobie zadali, które jest wyrażone w przykazaniach kościelnych i które nas od grzechu zabezpiecza – byśmy bliźniego miłowali jak siebie samego, to jest świadczyli bliźniemu te usługi i śpieszyli z takim ratunkiem dla niego, jakiego byśmy sobie życzyli, gdybyśmy w podobnej potrzebie się znaleźli. Zaś względem tych, co nam są niechętni, co się niesłusznie na nas gniewają, szkodę albo krzywdę nam wyrządzają, winniśmy przebaczenie, a jeżeli już ma być odwet, to dobrem za złe ma być zapłacone. Względem wszystkich zaś winniśmy życzliwość, uprzejmość, szlachetność i wyrozumiałość dla ich ułomności. Takiej miłości żąda i oczekuje Pan Jezus od swych wyznawców”.

tekst i foto: Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej

Reklama