fot ilustracyjne

Referendum w Lanckoronie — kto naprawdę ciągnie za sznurki?

Wygląda na to, że powiat wadowicki znów dostarcza materiału do lokalnych politycznych anegdot. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia do Urzędu Gminy Lanckorona wpłynęło oficjalne zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania wójta Ryszarda Goneta. Tym samym ruszył formalny mechanizm, który – przynajmniej w teorii – może zakończyć się przedterminowym pożegnaniem włodarza gminy.

Na razie jednak mówimy dopiero o pierwszym etapie. Inicjatorzy mają 60 dni na zebranie podpisów co najmniej 10 procent mieszkańców uprawnionych do głosowania. Jak pokazuje praktyka, nie jest to zadanie ani szybkie, ani łatwe – szczególnie w gminie, w której wyborcy zwykle dobrze wiedzą, kto, z kim i dlaczego.

Uważniejsi obserwatorzy lokalnej sceny samorządowej szybko zauważyli, że za inicjatywą referendalną stoją osoby doskonale znane z wcześniejszych pomysłów, które – delikatnie mówiąc – nie znalazły szerokiego poparcia. To właśnie ta sama grupa, która jeszcze niedawno przekonywała, że w Izdebniku koniecznie musi powstać basen. Kryta pływalnia w niewielkiej miejscowości miała być wizytówką gminy, choć koszty inwestycji i późniejszego utrzymania skutecznie ostudziły entuzjazm radnych i większości mieszkańców.

Kiedy basen nie wypalił, pojawił się pomysł aby jednak on powstał, a to za sprawą oderwania się Izdebnika od gminy Lanckorona. Inicjatywa ta chyba jeszcze się nie zakończyła, choć próba zamachu na demokrację w wykonaniu inicjatorów, pachniała zagrywkami z poprzedniej epoki. Jak można procedować bez powiadomienia mieszkańców (sic!) w wolnych wnioskach taki wniosek, jak było na nim 17 mieszkańców! Tu jestem daleki, od zakazywania inicjatyw społecznych, ale skromną frekwencją na zebraniu wiejskim i jeszcze skromniejszym poparciem społecznym, nie można takich decyzji podejmować. Rada Gminy Lanckorona szybko uznała, że to bardziej polityczny happening niż realny projekt administracyjny.

Referendum jako ostatnia deska ratunku?

Dziś wracamy do punktu wyjścia, tylko w nieco innej formie. Zamiast basenu i secesji – referendum. W mediach społecznościowych aż roi się od ironicznych komentarzy mieszkańców, którzy podkreślają, że Ryszard Gonet uchodzi za jednego z lepszych wójtów, jakich Lanckorona miała w ostatnich latach. Tym bardziej więc dziwi, że to właśnie teraz ktoś uznał, iż „czas na zmianę”.

Czy inicjatorzy zbiorą wymaganą liczbę podpisów? Czy referendum w ogóle dojdzie do skutku? Na razie trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia raczej z kontynuacją dawnych lokalnych sporów niż z realną próbą poprawy funkcjonowania gminy.

Jedno jest pewne – w Lanckoronie polityczna fantazja ma się dobrze. A mieszkańcy, jak zwykle, będą musieli zdecydować, czy chcą brać udział w kolejnym rozdziale tej samej opowieści, tylko opowiedzianej pod innym hasłem. Czy Inicjatorzy doczekają się swojego rycerza w bieli, na siwym koniu?

Andrzej Famielec

do następnego felietonu

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.